Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t. 1.djvu/150

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


téż można je trzymać w domu? Doktor uspokoił go, mówiąc, że niéma niebezpieczeństwa; sam umyślnie napisał do matki, żeby była spokojną. Potém zaś udał się na spoczynek, bo upadał ze znużenia. Odprowadziłem go ze świécą w ręku do stancyi, gdzie miał ze mną nocować i samemu przyszła mi ochota już się położyć, bo byłem nad wszelki wyraz zmęczony wrażeniami dnia dzisiejszego, gdy wszedł Franek i rzekł:
— Starszy pan prosi panicza do siebie.
Poszedłem natychmiast. Ojciec siedział w swoim pokoju przy biurku, na którém leżał list matki. W pokoju byli obecni także ksiądz Ludwik i pani d’Yves. Serce biło mi niespokojnie, jak obwinionemu, który ma stanąć przed sądem, bo byłem prawie pewny, iż zechcą mnie badać o Hanię. Jakoż ojciec począł mówić ze mną o rzeczach nadzwyczaj poważnych. Postanowił siostry wraz z panią d’Yves wysłać do Kopczan, do stryja, dla spokojności matki. Ale w takim razie, Hania musiałaby zostać sama między nami. Otóż ojciec sobie tego nie życzył. Przytém oświadczył, iż wié, iż dzieją się między nami młodymi rzeczy, których badać nie chce, ale których nie pochwala; spodziewa się jednak, że wyjazd Hani położy im tamę.
Tu wszyscy poczęli patrzeć na mnie badawczo, ale niepomału zdziwili się, gdy zamiast rozpaczliwie opierać się wyjazdowi Hani, przystałem nań z radością. Ja zaś miałem poprostu to wyrachowanie, że wyjazd ten równał się zerwaniu wszelkich stosunków z Selimem. A przytém jakaś nadzieja, nakształt błędnego ognika zamigotała mi w sercu, że to ja, a nie kto inny, odwiozę Hanię do naszéj matki. Wiedziałem, że ojciec nie może wyjechać, bo żniwa były za pasem; wiedzia-