Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t. 1.djvu/101

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


bardzo i zamilkł także, a po chwili zwróciwszy się do mnie, rzekł:
— Czy ty się gniewasz o co?
— Dziecko jesteś.
— Możeś zazdrosny?
Zatrzymałem konia.
— Dobranoc ci, Selimie!
Widoczném było, że nie miał ochoty jeszcze się żegnać, ale wyciągnął machinalnie rękę do uścisku. Potém otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale ja szybko zwróciłem konia i pokłusowałem do domu.
— Dobranoc! — zawołał Selim.
Stał jeszcze chwilę na miejscu, potém zwolna odjechał w swoję stronę.
Zwolniwszy biegu, jechałem stępo. Noc była śliczna, cicha, ciepła; pokryte rosą łąki wydawały się jak rozległe jeziora; z łąk dochodziły mnie głosy derkaczy: bąk huczał w dalekich trzcinach. Podniosłem oczy na gwiaździsty bezmiar; chciało mi się modlić i płakać.
Nagle usłyszałem za sobą tętent konia. Obejrzałem się: był to Selim. Dognał mnie, zrównał się ze mną i zastąpiwszy mi drogę, rzekł wzruszonym głosem:
— Henryku! wróciłem się, bo tobie coś jest. Z początku pomyślałem: jeśli się gniewa, niech się gniewa! Ale potém zrobiło mi się ciebie żal. Nie mogłem wytrzymać. Powiédz mi co tobie jest? Może ja zadużo mówiłem z Hanią? Może ty ją kochasz? Henryku?
Łzy ścisnęły mi gardło i nie umiałem na razie nic odpowiedzieć. Ale gdybym był poszedł za pierwszém natchnieniem i rzucił się na poczciwą pierś tego chłopaka i wypłakał się na niéj i wyznał wszy-