Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t. 1.djvu/096

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Co do pana?... — spytała Hania, usiłując pokryć zmieszanie.
— Zrobiłbym toż samo. Ale zresztą... poczekajcie państwo: może on się już i kocha.
— Tylko proszę cię, daj pokój, Selimie!
— Mój-to poczciwy chłopczysko! — rzekł Selim, ściskając mnie za szyję. — Ach! żeby pani wiedziała jaki on poczciwy!
— O! wiem o tém! — odrzekła Hania. — Pamiętam jaki był dla mnie po śmierci dziadka.
Chmurka smutku przeleciała teraz pomiędzy nami.
— Powiadam pani — mówił Selim, chcąc zwrócić rozmowę na inny przedmiot — powiadam pani, że jak po egzaminie do szkoły głównéj popiliśmy się razem z naszym mistrzem...
— Popili?
— Tak! O! to jest zwyczaj taki, któremu nie można uchybiać. Więc, kiedyśmy się popili, wtedy, bo to ja, widzi pani, jestem roztrzepany, wniosłem pani zdrowie. Niemądrze zrobiłem, widzi pani; ale Henryk jak się zerwie: „Jak ty śmiesz wymawiać imię Hani w takiem miejscu?“ powiada do mnie. Bo to był sobie sklep pijacki. Małośmy się nie poczubili. Ale on pani nie da ubliżyć, co nie, to nie.
Hania podała mi rękę.
— Panie Henryku! jaki pan dobry.
— No, dobrze — odpowiedziałem, ujęty słowami Selima — ale powiedz sama, Haniu, czy Selim nie jest równie poczciwy, że opowiada takie rzeczy.
— O! to mi wielka poczciwość! — rzekł śmiejąc się Selim.