Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t. 1.djvu/084

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zasady moje filozoficzne i społeczne były już arcy od ojcowskich odmienne, alem się z niemi nie wydawał, w innych zaś pojęciach nie mogliśmy się różnić. To téż surowa, lwia twarz mego ojca rozjaśniona była jak nigdy. Obsypał mnie tego jeszcze dnia darami, darował mi parę pistoletów, z których strzelał się niedawno z p. v. Zollem i na których zakarbowanych było kilka innych pojedynków, jakie odbywał za młodych swych lat, służąc wojskowo. Następnie otrzymałem pysznego konia wschodniéj krwi i starą szablę po ojcach, z rękojeścią sadzoną kamieniami, z klingą szeroką damasceńską, z obrazem Matki Boskiéj, cyzelowanym złotem na stali i z napisem: Jezus, Marya! Szabla ta stanowiła jednę z najcelniejszych naszych pamiątek rodzinnych, a przytém wieczny od dawnych lat przedmiot westchnień moich i Kazia, bo cięła żelazo jak wióry. Ojciec dając mi ją, wydobył ją z pochwy, machnął nią parę razy aż zawarczało powietrze i blask zrobił się w pokoju; potém nakreślił nią krzyż nad moją głową, ucałował obraz Matki Boskiéj i wręczając mi ją, rzekł: „W godne ręce! ja nie zrobiłem jéj wstydu, nie zrób i ty!“ Potém rzuciliśmy się sobie w objęcia, a szablę tymczasem porwał z zapałem Kazio i jakkolwiek piętnastoletni dopiéro chłopak, ale nadzwyczaj silny, począł wykonywać nią cięcia, których dokładności i szybkości nie powstydziłby się żaden doświadczony nauczyciel fechtunku. Ojciec spoglądał na niego z zadowolenien i rzekł:
— To będzie gracz, ale i ty tak potrafisz? nieprawda?
— Potrafię, ojcze. Kaziowibym jeszcze poradził. Ze wszystkich kolegów, z którymi uczyłem się razem fechtować, jeden przewyższał mnie tylko.