Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t. 1.djvu/064

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Tém się także zapełnia życie po brzegi. Ale ja wolę nauki ścisłe. Z filozofii, a zwłaszcza idealno-realnéj, to powiem wam nawet, że ja sobie drwię. To jest gadanie. Goni niby za prawdą, ale goni jak pies za własnym ogonem. A i w ogóle niecierpię gadaniny: ja lubię fakta. Z wody séra nie wyciśniesz. Co do idei, to inna rzecz. Dla nich warto łba nadstawić, ale wy i ojcowie wasi, chodzicie głupiemi drogami. Ja wam to powiadam. Niech żyją idee!
Wychyliliśmy znowu kieliszki. Z czupryn nam się dymiło. Ciemna izba sklepowa zdała nam się ciemniejszą jeszcze; świeca na stole paliła się mdłém światłem: dym przedstawiał ryciny zawieszone na ścianach. Za oknem na podwórzu dziad śpiewał pieśń nabożną: „Święta niebieska, pani anielska!“ i w przestankach przegrywał smutną dziadowską melodyę na skrzypcach. Dziwne uczucia napełniły mi piersi. Wierzyłem słowom mistrza, ale czułem, że nie wypowiedział jeszcze wszystkiego, co może wypełnić życie. Czegoś mi brakło, jakieś tęskne uczucie owładnęło mną mimowoli; więc pod wpływem rozmarzenia, wina i chwilowéj egzaltacyi, ozwałem się z cicha:
— A kobieta, panie! a kobiéta kochająca, poświęcona, czy nic w życiu nie zaważy?
Selim począł śpiewać:

Kobiéta zmienna jest:
Głupi kto ufa jéj!

Mistrz spojrzał na mnie szczególnym wzrokiem, jak gdyby myślał o czém inném, ale wkrótce otrząsnął się i mówił:
Oho! już pokazał koniec sentymentalnego ucha. Wiész ty, że Selim daleko prędzéj wyjdzie na ludzi niż