Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t. 1.djvu/052

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


a dzielił go ze mną całém sercem Selim, którego wszystko co tyczyło Hani, obchodziło tak, jak gdyby sam był jéj opiekunem.
Co prawda nawet, to sympatya jaką czuł i troskliwość jaką okazywał dla sierotki, poczynały mnie trochę gniewać, témbardziej, że od owéj pamiętnéj dla mnie nocy, w któréj doszedłem do świadomości własnych uczuć, stosunki moje z Hanią odmieniły się znacznie. Czułem się z nią jakby złapanym. Owa serdeczność i dziecinna poufałość z mojéj strony znikła zupełnie. Zaledwie kilka dni temu, dziewczynka usnęła spokojnie na méj piersi, na samą myśl o tém włosy jeżyły mi się na głowie. Przed kilku dniami na dzień dobry i dobranoc całowałem jak brat blade jéj usteczka, teraz dotknięcie jéj ręki paliło mnie, lubo przejmowało rozkoszném drżeniem. Poczynałem ją czcić tak jak zwykle czci się przedmiot pierwszéj miłości, a gdy dzieweczka niewinna, nie domyślająca się niczego i nie wiedząca o niczém, garnęła się po dawnemu do mnie, gniewałem się w duszy i na nią, siebie zaś poczytywałem za świętokradzcę.
Miłość przyniosła mi nieznane szczęście, ale i nieznane umartwienia. Gdybym miał był powierzyć komu moje umartwienia, gdybym mógł był popłakać czasem na czyjéj piersi, do czego, mówiąc nawiasem, miałem nieraz dziwną ochotę, byłbym połowę ciężaru zdjął niezawodnie z duszy. Mogłem wprawdzie wyznać wszystko Selimowi, ale obawiałem się jego usposobienia. Wiedziałem, że w pierwszéj chwili odczuje całém sercem moje słowa, ale któż mi mógł zaręczyć, czy na drugi dzień nie wyśmieje mnie z właściwym sobie cynizmem i lekkomyślnemi słowy nie pokala mego ideału,