Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t.35.djvu/210

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dzi także i o religię, może to zrazi Björnsona. Więc niech spojrzy n. p. na Szlezwig, w którym żyją bliżsi mu krwią Duńczycy. Niegdyś, gdy w sejmie pruskim jakiś poseł niemiecki, kształcony także widocznie na urzędowych wydaniach historyi naszej, zarzucił Polakom ucisk Rusinów, odpowiedzieli mu posłowie polscy: »Dajcie nam to, co posiadają Rusini w Galicyi, a chętnie na tem poprzestaniemy«. Otóż i ja odpowiadam Björnsonowi: Zapytaj, norweski pisarzu, Duńczyków w Szlezwigu, czy posiadają to, co Rusini w Galicyi. A jeżeli po tem pytaniu usłyszymy skargę uciśnionych, to zajmij się lepiej nimi, nie nami. Ogłoś ich krzywdy światu. Rzuć hańbę na ciemięzców. Wykryj szatana tam, gdzie on istotnie rozpanoszył się i zamieszkał.
I pisz przedewszystkiem o stronach znanych ci dokładniej i bliżej, co do których nikt cię z taką łatwością nie okłamie i nie oszuka.
A tego dziwnego szatana polskiego, który w pomroce i grozie średnich wieków przemawiał do innych narodów słowami jakby z Ewangelii, który nie dopuścił w Polsce wojen religijnych — tego dziwnego szatana, pod którego skrzydła chronili się swego czasu prześladowani Żydzi, sekciarze moskiewscy, protestanci niemieccy i wszyscy, którzy gdzieindziej cierpieli za wiarę i przekonania — zostaw w spokoju.
Mówisz i przyznajesz sam, że wysyłał on dzieci