Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t.35.djvu/018

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—  16  —

przed potężną córą Diosa. Zdawało się, że bogini rozmyśla nad przysięgą młodzieńca.
— Lecz — rzekła po chwili — i ty nie ujrzysz jej odrazu. Co rok tylko poniosę cię ku prawdzie w noc podobną, a ty odwiniesz jedną zasłonę i rzucisz ją za siebie. Mocą zaś moją nieśmiertelną sprawię, że nie umrzesz, póki nie odwiniesz ostatniej. Czy zgadzasz się na to, Dioklesie?
— Niech się spełni i spełnia zawsze twa wola, o Pani mądra! — odpowiedział młodzieniec.
Wówczas bogini, zzuwszy marmurową odzież, zmieniła się w kształt promienny i lekki, jak światło, poczem, chwyciwszy Dioklesa na ręce, wzbiła się w górę i poczęła przecinać chybkim lotem boski eter, podobna do jednej z tych gwiazd, które w noce letnie przelatują tak często nad uśpionym Archipelagem.

∗             ∗

Lecieli wartko, jak myśl, aż zatrzymali się w nieznanej krainie, na niebotycznej górze, wyższej, niż Olimp, Ida, Pelion i Ossa. Tam, na stromym szczycie, ujrzał Diokles coś jakby postać niewieścią, owiniętą tak szczelnie w liczne zasłony, że prawdziwych jej kształtów niepodobna było rozpoznać. Naokół owej postaci drgało jakieś dziwne, tajemnicze światło, odmienne od wszystkich świateł ziemskich.
— Oto jest prawda — rzekła Atena. — Wi-