Przejdź do zawartości

Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t.20.djvu/022

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

Natchnione muzy koleją
Natchnione pieśni mi pieją:
Ja bóg! ja światłość uczczona,
Spływam!... Ty otwórz ramiona,
A wieczność będzie mi chwilą
Na piersi twej, Eryfilo!...
............
............

— Na świętą mąkę ofiarną! — zawołała żona piekarza: — ten urwis do mnie śpiewa i ranie tu chce zbałamucić!.. A nie pójdzieszże ty, do domu, utrapieńcze?!
Promienisty, chcąc ją przekonać, że nie jest zwykłym śmiertelnikiem, zaświecił nagle tak, że od jego blasku zajaśniała ziemia i powietrze — lecz Eryfina, widząc to zawołała:
— Schował nicpoń latarkę pod chleną i za jakiegoś boga mi się tu podaje. O, córko możnego Diosa! podatkami umieją nas cisnąć, a niema na to nawet straży scytyjskiej w mieście[1], by takich wartogłowów do kozy brała.

Apollo nie dał za wygraną i śpiewał dalej:

  1. Do czuwania nad porządkiem i bezpieczeństwem w mieście używani bywali w Atenach niewolnicy scytyjscy.