Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t.2.djvu/174

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


jakby ich całą długość i szerokość z piérwszej lepszéj wieży kościelnéj gołém okiem objąć można.
Na zbicie naprzykład powyższéj wieści o pożarze dziewiczego lasu, dość mi będzie przytoczyć małą rzecz: oto, w Stanach wschodnich, bliższych New-Yorku, w których są lasy, nie dziewicze wprawdzie, ale dość znaczne niéma wcale indyan, w zachodnich zaś, poczynając od Jowy, podróżnik literalnie nie widzi ani jednego drzewa, aż do lesistéj granicy Kalifornii i Nevady, czyli na długości mniéj więcéj takiéj, jaka oddziela Warszawę od Madrytu. Jowa, Nebraska, Wyoming, Utah i Nevada w środkowych swych częściach, jestto jedna olbrzymia i bezdrzewna prerya, porosła tylko trawą, wrzosem i gdzieniegdzie w jarach stanowiących koryta strumieni, nędznemi krzakami wierzbiny.
Przedewszystkiem jednak, najczystszy typ stepu przedstawia Nebraska. Podróżnik, któremu sprzykrzyły się zaludnione, upstrzone farbami okolice Stanów wschodnich, i który pragnął widzieć pustynię, znajduje tu czego szukał. Czasem tylko, przy saméj linii kolei tuli się mały domek jakiego zabłąkanego aż tu osadnika; zresztą pustka i pustka, jedna, bezbrzeżna, milcząca równina, na któréj wzrok niéma na czém spocząć i pada wreszcie jak ptak, który słabemi skrzydłami chciał przelecieć przestrzenie Oceanu.
Chwilami, kiedy pociąg zatrzymywał się na czas dłuższy, opuszczałem stacye i biegłem na step, który zaczyna się tuż za sztachetami mizernego, zwykle drewnianego domu, zastępującego tu miejsce banhofu. Śnieg chrzęścił pod nogami, wiatr pochylał wierzchołki wrzosów i szyszki ostów wystające po nad śniegiem; zresztą milczenie panowało głębokie: nigdzie ani ptaka,