Strona:PL Ostatnie dni świata (zbiór).pdf/90

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wiać o życiu i śmierci takim głosem, jakby jedno i drugie nie przedstawiało dlań żadnej wartości.
Następnie podeszli do łóżka, na którem spoczywało nieruchomie młode dziewczę. Twarz jej była jakby zastygła, mimo to wszakże tliło się w niej więcej życia, aniżeli w twarzach otaczających ją ludzi. Rzecby można, że rysy te zastygły podczas jakiegoś silnego wzruszenia, a może w jego oczekiwaniu.
Naczelny lekarz szklanemi szczypczykami rozchylił jej usta. Arcy Radca, wsparłszy się ręką o poduszkę, wlał jej w gardło jakieś lekarstwo.
Upłynęło kilka sekund; palce i twarz młodego dziewczęcia zadrgały konwulsyjnie, potem tak samo zaczęły drgać ręce jej i nogi; wreszcie dziewczę poruszyło się. Palce jej wpiły się w suknię, wyrywając kilka drobnych strzępków miękkiej, puszystej tkaniny.
— Życie? — zapytała młodsza z kobiet.
— Odruchy, — poprawił ją naczelny lekarz.
Dziewczę znowuż się poruszyło; nagle chwyciła się rękami za włosy. Starsza z kobiet odjęła je ostrożnie, lecz bez cienia czułości.
Usta dziewczęcia zlekka się uchyliły. Dobywał się z nich z trudnością głuchy jakiś jęk. Z pod przymkniętych powiek stoczyła się łza. Młodsza z kobiet wskazała na nią palcem.
— Co to jest, Arcy Radco? — zapytała cichym, monotonnym głosem.
Głosy wszystkich czworga były stłumione i bez wyrazu, jak ich twarze.