Przejdź do zawartości

Strona:PL Nowele obce (antologia).djvu/56

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

stron — rzekł sam do siebie. — Niepodobna chyba, aby wszyscy ci czterej ludzie mogli być wspólnikami Welkina.
 Mieszkanie Flambeau znajdowało się bardzo blizko. Apartament jego, znajdujący się na parterze, w każdym calu różnił się od chłodnego, maszynami obstawionego mieszkania Smythe’a.
 Flambeau przyjął swego przyjaciela w wytwornym gabinecie, obwieszonym starą zbroją, wyłożonym perskiemi dywanami. Prócz Flambeau, w gabinecie znajdował się mały, niepozornie wyglądający ksiądz.
 — Ksiądz Brown — przedstawił go Flambeau. — Dawno już chciałem was ze sobą zapoznać. Ładna pogoda, co? Troszkę za chłodno, jak dla mnie południowca.
 — Tak — odpowiedział Angus, siadając w fotelu — zdaje się, że się utrzyma ładna pogoda.
 — Nie — zauważył spokojnie ksiądz — zaczyna śnieg prószyć.
 I rzeczywiście, tak jak powiedział przekupień kasztanów, pierwsze płatki śniegu padały już na ziemię.
 — Przyszedłem w interesie — zaczął Angus — i to w dosyć poważnym interesie. Krótko mówiąc, o parę kroków stąd znajduje się człowiek, który bardzo potrzebuje pańskiej pomocy, panie Flambeau. Od dłuższego już czasu jest on prześladowany pogróżkami człowieka, którego nikt nigdzie nie widział.

 I opowiedział całą historję Smythe'a i Welkina,