Strona:PL Nowele obce (antologia).djvu/156

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ręką wpięła w krucze włosy czrwone róże. Urocza, a wylękniona, jak rusałka, po raz pierwszy oglądająca wspaniałości świata, przekroczyła próg salonu.
On nie przybył jeszcze. Lękano się nawet, że w ostatniej chwili skrewi. Ludzie tacy, jak on, mogą sobie na to pozwolić. Drżąc ze zniecierpliwienia siedziała... Inne też...
Około ½ 11 fala radosnego uniesienia przewaliła się przez salę. Drzwi otwarły się. Oto przybył! On! Zmęczonym wzrokiem powiódł dokoła. Szukał pani domu, której nie znał niemal wcale. Na czoło jego spadał ponuro i groźnie Byronowski lok. Opromieniał go lekki zapach egzotyczny.
„On to, on, moje przeznaczenie“, pomyślała pani Lilly i spojrzała na posadzkę; nie mogła znieść jego wzroku.
W chwilę potem poczęto szeptać:
— Będzie śpiewał.
— O Boże — westchnęła pani Lilly — jak ja to zniosę!
Rozpoczął. Wybrał arję Tosti’ego „Vorrei morir“, tę samą, która tyle triumfów przysporzyła Mierzwińskiemu. Z ust jego popłynął ocean bólu. Dźwięki padały na nerwy kobiet, jak bicze. W dźwiękach tych był dziki okrzyk uszczęśliwiania, a zarazem ostatnie tchnienie szczęśliwie zamierającego bohatera. Na czole śpiewaka był wyryty ból Laokoona. Zamglone oczy jego wodziły po paniach, obecnych w sali; i oto! zatrzymały się na uroczej figurce pani Lilly.
Uczuła, że całe jej ciało płonie w ogniu.