Strona:PL Nowele obce (antologia).djvu/154

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Kto z nas, mężczyzn, ośmieliłby się pojawić na ulicy w srebrnym rynsztunku Rycerza Łabędzia? Kto śmiałby w watowanych, różowo-jedwabnych..., lecz pocóż dalej wyliczać!
Co do sztuki śpiewania — no, to oczywista, że nikt się z nim porównać nie może.
Zaś co do waleczności — proszę, niech się pani nie uśmiecha — żaden Bayard, żaden Cyd nie może się chlubić tyloma czynami odwagi, co on. Czyż walka, którą on co wieczora stacza ze swymi współzawodnikami — śpiewają oni zwykle barytonem i noszą czarne trykoty — nie kończy się stale moralną klęską rywali, chociaż on sam przy tem ponosi śmierć?
Po tych moich wywodach przypuszczam, że pani więcej nie wątpi: tenor jest faktycznie ucieleśnieniem ideału męskiego.
A jednak temu idealnemu mężczyźnie brak zupełnie jednej właściwości: zrozumienia dla idealnej miłości... Biada seraficznie nastrojonej kobiecie, której się zdaje, że w człowieku znajdzie to, co śpiewak obiecał swymi subtelnymi tony!
Muszę pani opowiedzieć o pewnej historji, o dziejach pewnej kobiety i pewnego wachlarza, bo to uzasadni moje poprzednie wywody i dowodzenia.
Jedną z kobiet, którą od dawna się zachwycam, jest pani Lilly X — proszę, niech się pani nie wysila, nie zna jej pani wcale — żona westfalskiego przemysłowca, który miał zasługujący na premję pomysł, przeniesienia się na stałe do wieczności po pozostawieniu swej żonie pół miljona majątku. Śmierć jego