Strona:PL Niemojewski Andrzej - Legendy.djvu/019

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została skorygowana.
    PL Niemojewski Andrzej - Legendy s 19.png

    Zapragnęła usłyszeć, za czem był wysłany; prosiła, aby nie odchodził, gdyż chmury dały znak światłością i grzmieniem.
    Wtedy on obrócił się w ogród, kędy lilie rosły. I uszczknąwszy pręt, podał jej.
    Ona opuściła oczy i pocałowała kwiat. Ale zaraz potem twarz jej posmutniała i łza zakręciła się w oku.
    Lecz on ujął ją za dłoń i pytał, czemu milczy. Rozpoczęli znowu rozmawiać, a ona opowiadała mu o rodzicach, o biedzie, w jakiej żyją, o ubóstwie, które o jej losach stanowić będzie. Wreszcie zeznała, iż nieraz wieczorami nawiedza ich dom pewien stary cieśla, znany i ceniony dla swej dobroci i sumienności, równie ubogi, jak oni. Ale jest to człowiek bardzo stary.
    Mówiąc to, przymilkła nagle. On zaś popatrzył na nią i ścisnął jej rękę.
    A właśnie zagrzmiało na niebie po raz szósty. Olśniewająca światłość rozdarła brunatną chmurę od wschodu do zachodu i zahuczał grzmot, który rozległ się echem po górach.
    Uriel pochylił się nad dziewczyną,