Strona:PL Muzajos - Hero i Leander.djvu/22

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Oko jej drogą — oko srogie groty ciska,
W sercu młodzieńca ranie szukając siedliska.
I jego więc zdjął podziw, śmiałość, wstyd i trwoga,
Drży — w głębi serca; wstyd mu, że popadł w moc wroga;
Zdumiał na cudów tyle — lecz miłość wstyd płoszy!
Śmiałość więc w duszy pieszcząc i śniąc o rozkoszy,
Staje przed nią, w ślad cichym podążywszy krokiem,
Z boku patrzy, zwodniczym miota na nią wzrokiem,
Gestem niemym jej serce w zdradne wikła sieci.
Ona widząc żar złudny, co mu w oczach świeci,
Cieszy, się jego krasą — a milcząc, zasłoną
Sama często twarz swoją tuli rozmarzoną,
Serca wzajemność znakiem tajemnym mu wieści,
I odwraca się znowu. On już serce pieści
Myślą, że miłość jego odgadła dziewica
I że ze wzgardą odeń nie odwraca lica!

Gdy tak Leander czeka ukradkowej chwili,
Światła zbierając pęki, dzień w morze się chyli,
A z przeciwka cienista Zorza mknie już chyża.
On więc śmiało się teraz do dziewicy zbliża,
Gdy ujrzał, że noc szaty już ścieli żałobne.
Milcząc ściska paluszki jej róży podobne
I z głębi serca wzdycha — lecz ona w milczeniu,
Jakby gniewna, wyrywa rączkę uściśnieniu.
On jednak widząc opór powolny kochanki,
Chwyta zuchwałą ręką szat jej drogie tkanki,
Wiedzie w głąb części godnych przybytków świątnicy.