Strona:PL Morris - Wieści z nikąd.pdf/246

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zwyczajnie wesołej i jasnej; Dick też ubrany był ładnie w białą, pięknie haftowaną flanelę, Klara witając mnie, uniosła suknię w rękach i rzekła z uśmiechem:
— Patrz, gościu! jesteśmy co najmniej tak samo ubrani, jak owi ludzie, których chciałeś łajać wczoraj wieczorem; nie mamy zamiaru doprowadzić do tego, żeby pogodny dzień i kwiaty musiały się rumienić od wstydu. Teraz wyłaj mnie!
— Nie uczynię tego — odparłem — wasza para czyni takie wrażenie, jak gdyby zrodziła się z dnia letniego; to też tylko wtedy złaję was, gdy mi przyjdzie ochota łajać i dzień letni.
— Ba! — odrzekł Dick — to jest specyalny dzień — właściwie te wszystkie dni są takie specyalne. Sianokos jest pod pewnym względem lepszy od zbioru zboża, a to z powodu pięknej pogody; istotnie, póki człowiek nie pracował na łące w piękną pogodę, to nie wie, co to znaczy piękna pogoda. Kobiety tak ładnie przytem wyglądają — rzekł nieśmiało — zważywszy więc wszystko razem, sądzę, że mam racyę stroić się przy tej sposobności w skromne i proste suknie.
— Czyż kobiety pracują przy sianokosie w jedwabnych sukniach? — spytałem z uśmiechem.
Dick miał mi już odpowiedzieć spokojnie, ale Klara zakryła mu usta dłonią i rzekła:
— Nie, nie, Ryszardzie; nie dawaj mu za wiele informacyi, bo sobie pomyśli, że jesteś starym