Strona:PL Molier - Świętoszek (tłum. Zalewski).djvu/32

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Z ławnikiem, burmistrzowa, z całą miejską władzą,
Przez szacunek miejsce ci na kanapie dadzą.
Późniéj, możesz nadzieję miéć, że w karnawale
W takiém mieście dla ciebie będą dawać bale,
Gdzie do tańca przygrywać będą kobzy ładnie,
A może i fagoty sprowadzić wypadnie.
Z mężem, by ta rozrywka nie była jedyną,
Pójdziesz na maryonetki czasem...

maryanna.

O Doryno!
Poradź mi, zamiast męczyć.

doryna.

Jestem panny sługą.

maryanna.

Przez litość, chcesz mnie zabić, męcząc mnie tak długo.

doryna.

Nie, za karę potrzeba, aby się tak stało.

maryanna.

Moja droga!

doryna.

Nie!

maryanna.

Duszę odkrywam ci całą.

doryna.

Nie chcę, próżne błagania będą z panny strony;
Pokosztujesz Tartuffe’a, dla panny stworzony.

maryanna.

Wszak jam ci wszystko była powierzyć gotową,
Zrób to.

doryna.

Nie, będziesz panna panią Tartuffe’ową.

maryanna.

Dobrze, kiedy niedola moja cię nie wzrusza,
Zostaw mnie, a w rozpaczy pogrążona dusza
Wynajdzie sobie środek; tak jest, w samej rzeczy
Znam lekarstwo, które mnie z wszystkiego uleczy.

(Chce odchodzić.)
doryna.

Wróć się panna. Pocóż brać moją złość tak ściśle,
Mimo to co mówiłam, pomagać ci myślę.

maryanna.

Gdyby się wola ojca gwałtem w tém uparła,
Potrzeba, widzisz sama, ażebym umarła.