Strona:PL Molier - Świętoszek (tłum. Zalewski).djvu/26

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Ten rachunek przed Bogiem za jéj błędy bierze.
Pomyśl pan jaki ciężar uczujesz w tym względzie.

orgon.

A toć ona rozumu mnie dziś uczyć będzie!

doryna.

Lepiéjbyś pan tu rządził idąc za mem zdaniem.

orgon.

Zostaw ją, moja córko, z jéj głupiém gadaniem.
Co dla dziecka potrzeba ojciec wié najlepiéj,
Ten Walery niechaj się od ciebie odczepi;
Dałem mu wprawdzie słowo, ale jego wina,
Że jest graczem i mają go za libertyna.
Nie modli się, w kościele widują go mało.

doryna.

Chcesz pan, by nabożeństwa godzinę miał stałą.
Po to, by go widziano, ma bywać w kościele?

orgon.

Proszę cię przestań i tak gadałaś za wiele.
Tamtemu niebo sprzyja i łaski ma boże,
Jakież bogactwo ziemskie z tém zrównać się może
Wasz związek, gdy otrzymasz miano jego żony,
Przyjemnością, słodyczą będzie przepełniony,
Życie wam jakby w raju na modlitwie zleci,
Jak turkawki będziecie żyć, jak małe dzieci;
Nigdy zajść między wami, nigdy kłótni plama,
Nakoniec zrobisz z niego to, co zechcesz sama.

doryna.

Ona to zrobi z niego, że kozłem zostanie.

orgon.

Oj, to gada!

doryna.

Wygląda na to powołanie.
Mimo cnoty panienki, ja najmocniéj wierzę,
Że przeznaczenie jego spełni się w téj mierze.

orgon.

Przestań-że mi przerywać i przez miłość nieba,
Nie sadzaj tam języka, gdzie go niepotrzeba.

doryna.

Jeżeli przez życzliwość pańskiéj sprawy bronią...

orgon.

Za wiele życzliwości, nie proszę cię o nią.