Strona:PL Molier - Świętoszek (tłum. Zalewski).djvu/10

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Dziś już do tego doszedł, że się zapomina,
Wszystkiém rządzi i pana udawać zaczyna.

p. pernelle.

Klnę się życiem, że dobrzeby tu rzeczy stały,
Gdyby pobożne jego chęci rządzić miały.

doryna.

Zdaniem pani, on świętym zostanie niedługo,
Hipokryta, obłudnik, razem z swoim sługą.

p. pernelle.

To język!

doryna.

Jego razem z Wawrzyńcem tak cenię,
Że nichym im nie dała, jak na poręczenie.

p. pernelle.

Sługi nie znam, więc nie chcę o niego wieść wojny,
Za pana ręczę, że jest zacny i spokojny;
A z was każde na niego sroży się i boczy
Za to, że on wam prawdę gorzką rzuca w oczy:
Że przeciwko grzechowi opornie stać trzeba.
Jedynym jego celem, zasługa dla nieba.

doryna.

Tak! dlaczegóż, szczególniéj od pewnego czasu,
Gdy kto tu przyjdzie, on wnet narobi hałasu?
Za każde odwiedziny niebo tak surowe
Z ust tego pana gromy ciska nam na głowę.
A mówiąc między nami, nieba nas tak straszą
Za to, że on zazdrosny jest o panią naszą.

p. pernelle.

Milcz, nie wiész o czém mówisz, przecież twojéj pani
Te odwiedziny nie on jeden tylko gani.
Ciągła stacya powozów od nocy do rana
I czereda lokajów przed drzwiami zebrana
Waszego domu, co się na chwilę nie zmienia,
Na sąsiadach nie robią dobrego wrażenia.
Przypuszczam, w gruncie rzeczy, że złe ztąd nie spadnie;
Lecz wreszcie mówią o tém, a to już nieładnie.

kleant.

Jakto? Chcesz pani wstrzymać gawędy i plotki?
A tożby ciężar życia dopiero był słodki,
Gdy ktoś w uprzedzeniu tak głupiem się zaciął,
By dlatego miał zrzekać się swoich przyjaciół.
Przypuśćmy, że w ten sposób ktoś swe życie zmienia,
Sądzisz pani, że wszystkich zmusi do milczenia?