Strona:PL Mniszek Helena - Trędowata 02.pdf/009

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


szym. Męczyła się, nie pojmując, skąd pochodziła ta niepojęta trwoga, coraz bardziej wzrastająca. Lekką bladość na jej twarzy zauważył pierwszy ordynat, dostrzegł pomieszanie dziewczyny, lecz nie chciał jej dręczyć pytaniami wobec wszystkich. Jej niepokój udzielił się jemu.
Pan Maciej popatrzał na nią przeciągle. Zachowanie się Stefci zastanowiło go.
— Co ci jest, dziecko?
— Boję się... — odparła szczerze.
Spojrzeli po sobie. Mgła przeleciała po twarzach.
— Ale czego?
Zapytana uśmiechnęła się blado.
— Proszę nie uważać na mnie. To minie.
Rozmowa przycichła. Wszyscy byli zwarzeni.
Herbatę podano w małym salonie. Przy płonącym kominku rozmowa ożywiła się.
Nagle wszedł służący, niosąc srebrną tackę. Zbliżał się wprost do Stefci. Ona wpiła w niego oczy.
— Co to? — spytał ordynat.
— Telegram, proszę jaśnie pana do...
— Do mnie! — zawołała Stefcia.
Lokaj skłonił się twierdząco.
Wszystkich oczy spoczęły na niej, potem na twarzy ordynata.
— Tak, do pani — rzekł ten ostatnią powstając i oddał jej kopertę.
Rozerwała opaskę. Na policzkach miała gorące wypieki.
Obecni zataili oddech w piersi. Niepokój nauczycielki przy obiedzie i ten telegram do niej przeraził ich.
Stefcia przeczytała i, opuszczając papier na kolana, rzekła bezdźwięcznym głosem:
— Babcia umarła. Wzywają mnie na pogrzeb.
Odetchnęli. Spodziewano się czegoś gorszego.
Tylko pan Maciej zadrżał, jakby mu widmo zajrzało w oczy.
— Czy to zmarła babcia Rembowska? — spytała Lucia.
Stefcia wybuchnęła płaczem.
— Tak. Biedna babcia! Tak ją kochałam!... Boże! Boże!
— Długo chorowała?
— Zmarła nagle w Ruczajewie. Nic nie rozumiem. Babcia bawiła ciągle za granicą. Muszę zaraz jechać, inaczej nie zdążę; telegram spóźniony.
Zerwała się z miejsca.
Młody Michorowski spojrzał na zegarek.
— Czy pani stanowczo chce dziś jechać?
— Muszę. Abym tylko zdążyła na pociąg.
— Na pociąg pani zdąży, ale trzeba jechać zaraz, a teraz noc.
Złożyła ręce błagalnie.
— Ja muszę jechać prędko.
— Ha, w takim razie każę zaprzęgać.
Przeszli do sali jadalnej. Waldemar wydał odpowiednie polecenia.
Pani Idalja wzięła Stefcię za rękę.