Strona:PL Mniszek Helena - Trędowata 01.pdf/150

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Pan Maciej wziął ze stolika pudełeczko oprawne w zamsz, otworzył je i z białego aksamitu zdjął miniaturę w formie dużego medalionu z gustowną emalją na złocie.
Miniatura przedstawiała młodego człowieka w mundurze ułanów polskich, z gwiazdą na piersiach i orderem virtuti militari. Pan Maciej pokazując ją Stefci, rzekł wzruszony:
— Jest to moja podobizna z czasów, kiedy byłem najszczęśliwszym... kochałem taką, jak ty, Stenię, myślałem, że ona i świat cały do mnie należą... Ha! minęła młodość!... Ale... co ci jest dziecko?...
Stefcia, spojrzawszy na portrecik, drgnęła.
— Ja to gdzieś widziałam... ja to znam!
Starzec zatrzymał na niej uważny wzrok.
— Widziałaś tę miniaturę? Gdzie, jakim sposobem? Chyba się mylisz, dziecko! A może... Idalka ci pokazywała?
— Nie, nie... ale widziałam napewno.
— Może taki sam portret mój spotkałaś w jakiem bardzo starem piśmie? To możliwe! dawniej byłem człowiekiem, trochę interesującym ogół.
Stefcia kręciła głową z powątpiewaniem.
— Może być — rzekła wreszcie bez przekonania.
Pan Maciej podał jej miniaturę.
— Przygotowałem to dla ciebie na upominek imieninowy. Sądziłem, że będziesz rada z dawnej podobizny człowieka bardzo ci życzliwego.
Stefcia pochyliła się do niego serdecznie.
— Dziękuję bardzo. To dla mnie będzie wielką pamiątką. Czy zasłużyłam na nią? To jak relikwie rodzinne.
— Miałem takich kilka egzemplarzy, rozdałem członkom rodziny i mam dla siebie jeden. Ten ostatni przeznaczyłem dla ciebie, dziecko... Tyś taka do niej podobna, do mojej Steni. Pokażę ci jeszcze kiedy i jej miniaturę... mam jedną tylko i to moje relikwie.
Starzec wzruszony, ścisnął głowę Stefci i rzekł dziwnie miękko;
— Baw się dobrze, dziecko. Dziś twoje święto, nie płacz i bądź szczęśliwa. Tyś jeszcze taka młoda.
Wróciwszy do siebie, Stefcia przyglądała się miniaturze z nieokreślonem wrażeniem. Twarz przypominała Waldemara. Zmienił ją tylko ubiór i sposób noszenia włosów. Zresztą były to te same rysy.
Stefcia starała się przypomnieć sobie, gdzie i kiedy widziała już zdobny medaljon. Wspomnienie mętne łączyło się uparcie z jej dzieciństwem w pierwszych latach.
Patrząc na miniaturę, utonęła w niej wzrokiem. Podobieństwo Waldemara wydało jej się wybitniejszem. Szepnęła:
— Czy znowu nie przyjedzie tak długo? Dlaczego wczoraj odjechał, dlaczego zmieniony?...
Stefcia myślała o nim ciągle, nie chcąc przyznać sama przed sobą, że przykry był dla niej wyjazd jego w przeddzień jej imienin.
Broniła się przed tą goryczą, chciała być wesołą i nie mogła. Dławił ją żal, czuła pustkę dokoła siebie.
Przed obiadem Lucia namówiła ją na pieszy spacer. Poszły do lasu za ogrodem. Tam Stefcia przypomniała sobie spotkanie z Waldemarem w maju, jego docinki i szyderstwo. Przypomniała swój gniew, ostre odpowiedzi i niechęć, jaką wówczas czuła do szydzącego magnata. Bała