Strona:PL Mniszek Helena - Trędowata 01.pdf/033

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Tak. Pani nawet zna te konie.
— A któremi pan dziś przyjechał? Nigdy nie mogę ich dokładnie rozpoznać. Wszystkie są czarne, jak aksamit.
Waldemar uśmiechnął się.
— Dziś przyciągnęły mnie: Clio, Mepomene, Uranja i Terpsychora.
— Prawda, jak to ładnie brzmi? — zawołała pana Rita — w drugiej czwórce jest Talja, Kaljopa, Euterpe i Polihymnja, a Erato jest wierzchówką pana.
— Tę znam dobrze — odrzekła Stefcia — na niej pan najczęściej przyjeżdża.
— Pani ją zauważyła? Prawda, że cacko?
— Bardzo ładna.
— To nic. Nie widziała jeszcze pani Apollina. Ja go poprostu kocham — egzaltowała się panna Rita.
Zaśmiali się wszyscy.
— Tylko sportsmenkę mogą nawiedzać podobne uczucia — rzekł ktoś z grupy towarzystwa rozmawiającego dalej.
— Muszę go przyprowadzić do Słodkowic: będziemy mieli częściej wizyty pani — żartował ordynat.
— Powinien pan pannie Ricie ofiarować jego portret.
— Albo odlać z bronzu.
— Co znowu! Straciłby, nie mając właściwej barwy.
— No więc z czarnego marmuru.
— Śmiejcie się państwo, śmiejcie, a wszyscy go podziwiacie.
— Prócz mnie — rzekł hrabia Trestka, poprawiając binokle.
— Bo pan ma limfatyczne gusta i dlatego wystarczają panu perszerony i te obrzydłe meklemburgi. Apollo w stajni pańskiej wyglądałby jak najezdnik.
— To samo powiem o pani anglikach.
Panna Rita rozpoczęła kłótnię na dobre.
Waldemar popatrzył w oczy Stefci i rzekł wesoło:
— Teraz mogą Słodkowce wylecieć w powietrze, a ta para nie przestanie debatować o stajni. Jak się tych dwoje sportsmenów spotka, już o niczem innem nie mówią i zawsze się kłócą, tak jak pani ze mną.
— Ja się z panem nie kłócę.
— Ale mnie pani tyranizuje. Bałem się tu jechać przez cały tydzień.
— Ach, jakiż pan bojaźliwy!
— No cóż? Tak mnie pani energicznie wyprawiła z lasu, potem przy obiedzie zostałem zlynchowany, nie chciała mnie pani pożegnać. Czy to wszystko nie mogło odstraszyć?... Ale zatęskniłem do swego tyrana i oto jestem.
Stefcia przygryzła wargi.
Postanowiła nie odpowiadać na zaczepki w obawie, by kto nie usłyszał. Ale w salonie panował gwar licznych rozmów, a siedząca obok panna Rita fechtowała się na słowa z Trestką tak zawzięcie, że-nic ich więcej nie obchodziło.
Waldemar zauważył niepokój Stefci, spostrzegł wzrok szukający Luci i rzekł z przekąsem:
— Chce się pani uzbroić przeciw mnie w niewinność, jak Twardowski przed Mefistofelesem, ale Lucia już, niestety, za duża na rolę, jaką pani chce jej w tej chwili przeznaczyć.
Stefci zadrgały usta do śmiechu.