Strona:PL Mniszek Helena - Trędowata 01.pdf/016

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Pani Idalja wzruszyła ramionami.
— Zechciej łaskawie nie narzucać mi własnych kaprysów — rzekła kwaśno.
Waldemar poważnie pochylił głowę.
— Zawsze jestem na twoje usługi. kochana ciociu.
Poczem rzekł do Stefci:
— Pani wyrocznią, pani głosuje, czy pan Ksawery ma zostać w Słodkowcach, czy go mam zabrać do Głębowicz?
— Moje zdanie zbyteczne — odparła Stefcia podraźniona.
Waldemar utkwił w niej szare, przenikliwe oczy z wyrazem trochę szatańskim. Potrząsnął głową i zawołał z udanym żalem:
— Desperacja! Nie mam weny do pani. Co krok to rekuza! Pani jest dla mnie okrutną. Lucia, czemu nie nawrócisz panny Stefanji na moją stronę? Powinnaś tego dokazać.
Dziewczynka spojrzała na matkę i spuściła oczy. Widocznie chciała coś powiedzieć, lecz surowa twarz matki onieśmieliła ją.
W tem przemówił pan Maciej, chcąc nadać inny kierunek rozmowie:
— Czy będziesz nocował. Waldy?
— Broń Boże! A to po co? Wydam ostatnie polecenia Kleczowi i jadę.
Spojrzał na Stefcię i dodał:
— Chyba panna Stefanja zechce, abym został jako partner do tenisa. W takim razie zapominam dziś o Głębowiczach i...
— Waldy, proszę cię, nie żartuj — przerwał pan Maciej. bardzo niezadowolony.
— Ależ ja wcale n.e żartuję! Panna Stefanja może mnie skłonić do zostania. Więc... słucham wyroku?
I pochylony patrzał na Stefcię zuchwałym wzrokiem.
— Słucham wyroku! — powtórzył.
Stefcię oblała gorąca krew oburzenia.
Z jaką przyjemnością cisnęłaby w twarz tego magnata serwetką lub talerzem.
Podniosła na niego oczy pełne gniewu i odrzekła:
— Mówiłam panu, że nie grywam w tenisa, i jeszcze raz to powtarzam.
Waldemar mówił dalej:
— Ach! więc zostanę nauczycielem pani. Ręczę za świetne rezultaty.
— Zbytek łaski — rzuciła gniewnie.
— Pani jest niesłychanie do twarzy w koralach. Wyglądają apetycznie, jak dojrzale wiśnie. Gdybym był wróblem, nie odpędziłaby mnie pani od siebie, objadłbym wszystkie. Tymczasem tylko ślinkę łykam.
Stefcia zbladła, zagryzła usta i, obrzuciwszy Waldemara chłodnym wzrokiem, spuściła oczy.
Obiad skończył się. Baronowa wstała, nie spojrzawszy na nikogo, i prędko wyszła z sali.
W Słodkowcach przy powstaniu od stołu nie dziękowali sobie. Taki panował zwyczaj. Stefcię on raził i stale oddawała wszystkim ogólny ukłon.
Pani Idalja z zasady na ukłon taki nie odpowiadała, a pan Maciej zawsze nawet podawał Stefci rękę, co ją krępowało ze względu na panią Idalję.