Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/249

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wielki rozmiarem, z wejrzeniem spiżowem
I grzywą straszną, ale nieszkodliwy
Tobie, przeciwnie, rozkazu usłucha.
«Teraz jaśniało niebo w pełnym blasku,
Tocząc się trybem pierwotnie nadanym
Ręką wielkiego Stwórcy. Ziemia strojna,
Lśniła weselem; powietrze i wody
I lądy pełne ptactwa, ryb i zwierząt,
A wszystko lata, pływa, kroczy. Jednak
Coś brakowało jeszcze na dzień szósty:
Celu wszystkiego brakło, arcydzieła;
Istoty, coby niezgięta ku ziemi
I nie zwierzęca, jak inne stworzenia,
Lecz uświęcona rozumem, postawy
Podniosłej, prostej, z czołem rozjaśnionem,
Rządziła resztą z samowiedzą, godna
Przez swą szlachetność obcowania z Niebem,
Ale i wdzięcznie uznająca źródło
Obdarowania swego, tam zwrócona
Głosem, oczami, czcią i pobożnością,
Wielbiąca Boga Najwyższego, który
Zrobił ją panem wszystkich tworów swoich.
Zatem Wszechmocny Wieczny Ojciec, wszędzie
Obecny, tak rzekł w głos do Syna swego:
««Uczyńmy człeka na wyobrażenie
I podobieństwo nasze, przełożony
Niech będzie rybom, ptactwu i zwierzętom,
W morzu, w powietrzu i na wszystkiej ziemi,
Nad wszelkim płazem, który na niej pełza.»»
To rzekłszy stworzył ciebie, o Człowieku!