Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/126

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Czyha w zasadzce, aż owczarz wieczorem
Zapędzi trzodę do hurty wśród pola,
Wnet przez zakole skacze między owce;
Albo jak złodziej, łakomy na skarby
Obywatela z bogactw słynącego,
Widząc drzwi grube, sztabami okute,
Mocnym wrzeciądzem zaparte, próbuje
Oknem się wdrapać, lub spuścić kominem:
Tak wpadł ten wilk i złodziej do owczarni
Bożej, tak odtąd podłe najemniki
Pną się do Jego świętego Kościoła.
Podleciał z ziemi, i w postaci kruka
Osiadł na drzewie Życia, w samym środku
Raju stojącem, ze wszystkich najwyższem,
Lecz nie pozyskał prawdziwego życia,
Śmierć układając dla żywych, nie myślał
O drzewa tego mocy życiodawczej:
Wziął za czatownią, co dobrze użyte
Nieśmiertelności rękojmię dawało.
Prócz Boga, mało kto zna cenę dobra,
Jakie spotyka, i najlepszych rzeczy
Na złe używa, lub z nich nie korzysta.
Teraz pod sobą z podziwem ogląda
Jakie rozkosze zebrane dla człeka.
Wszystkie bogactwa przyrody tu były,
A nawet więcej, bo Niebo na ziemi!
Raj to był ogród, który Bóg założył
Na wschód Edenu, a ten swe granice
Miał od Auranu aż do Seleucyi
Wieżyc, przez greckich królów zbudowanych.