Strona:PL Michałko (Prus).djvu/015

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    Chłop stracił już nadzieję znalezienia czeladnika i pomyślał o wyszukaniu roboty. Wstąpił do pierwszej fabryki przy drodze, stanął między robotnikami i patrzył. Czasami wmieszał się do rozmowy, albo komu usłużył. Jednemu pomógł układać cegłę, drugiemu podał szaflik, a tym, co gracowali wapno, powiedział, że nie tak się robi, tylko tak. I zaraz pokazał, aż ochlapał majstra od stóp do głów.
    — Co się tu kręcisz kundlu jakiś? — zapytał go pisarz. — Roboty szukam, panie. — Tu niema dla ciebie roboty. — Niema teraz, to może znajdzie się potem. A państwu przecie nie ubędzie, jak któremu pomogę.
    Pisarz, sprytna sztuka, zmiarkował, że chłop nie musi pachnąć groszem. Wyjął swoją książeczkę, ołówek, zaczął przekreślać, rachować — i wkońcu przyjął Michałka. Ludzie mówili, że zarabia na nim dwadzieścia groszy dziennie.
    W tej fabryce był chłop do jesieni. Z głodu nie umarł, za nocleg nie zapłacił, ale też nawet butów sobie nie kupił. Tyle tylko, że upił się parę razy przy świętej niedzieli, jak wieprzak. Chciał nawet awanturę zrobić w szynku, ale mu czasu zabrakło, bo go wyrzucili za drzwi.
    Dom rósł, jak rzeżucha. Jeszcze oficyn nie wykończyli mularze, a już front był dachem obity, otynkowany, oszklony i nawet ludzie zaczęli się sprowadzać.
    W końcu września rozpadały się deszcze. Robotę przerwano i pomocników odprawiono. W ich liczbie był Michałko.
    Pisarz z tygodnia na tydzień urywał mu coś z płacy, mówiąc, że razem odda. Gdy zaś przyszedł obrachunek ostateczny, chłop, choć niepiśmienny, zmiarkował, że go chyba pisarz oszwabił. Dał mu trzy ruble, a należało się z pięć albo i ze sześć.
    Michałko wziął trzy ruble, zdjął czapkę i zaczął skrobać się w głowę, przestępując z nogi na nogę. Ale pisarz był tak zajęty swoją książeczką, że ledwie w dziesięć pacierzy spostrzegł chłopa i spytał go surowo: — No, czego jeszcze chcesz? — Musi, panie, mnie się więcej należy — rzekł chłop z pokorą.
    Pisarz zaczerwienił się. Wlazł na Michałka, potrącił go piersiami i powiedział: — A paszport ty masz?... Coś ty za jeden?...
    Michałkowi zamknęło gębę; pisarz mówił dalej: — Ty może