Strona:PL Melchior Pudłowski i jego pisma.djvu/080

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


A komuś była pierwszą wiarę dała,
Temu ją chowaj, aż duch zbędzie ciała,
Bo on swą tobie także chowa w grobie:        15
Wzajem być mata oba wierni sobie.
To prawa cnota ślub chować jednemu
I Bóg nawięcej błogosławi temu.



130.   Przyjaciel napewniejszy w kalecie.

Zgadł ten, który powiedział, przyjaciel w kalecie:
Byłem, kiedy chciał dostać Klimek paska Grecie
Na borg: nie mógł k niemu przyść, aż wyjął z kalety
Gotowizuę, nabawił zaraz paska Grety.



131.   Na toż.

Zda mi się, że to prawda i jam tego doznał,
Skorom trzosem pobrząknął, przyjacielam poznał.
Pókim na borg targował, to wymówek dosyć,
Byle-m ruszył monety, nie da mi się prosić.



132.   Na toż.

Co bają poetowie, że różne ofiary
Różnym bogom czyniono, a prawie bez miary.
To tym (patrzcie prostoty) natłustsze czabany,
To drugim zasię także nie chude barany
Rzezano, wina przy tym hojno nalewano;
Drugim zasię kadzidła i mirrę miotano.
Ja nie baczę dlaczego, bo nic nie wskórali
Na tych bożkach, co je tak szczodro darowali.
Lepiej było przed złotem klękać i ofiary
Oddawać znamienite, także i bez miary
Nalewać, bo wżdy złoto złotem oddać może,
Lecz malowany bożek namniej nie pomoże.
W Delfiech Nero niegłupie iście począł sobie:
Wziął z boga złoty wieniec: czyście chodzić tobie
Z bobku w wieńcu uwitym, mnie w złotym wianeczku,
W którym ja jeszcze dzisia pójdę do taneczku.