Strona:PL Melchior Pudłowski i jego pisma.djvu/059

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wiem ja na was, kapłani, medyk odpowiedział,        5
I dziś-em się ostatka u Kachny dowiedział,
Że wy nawięcej radzi o Bogu mówicie,
A nagorzej, niżli kto, na świecie czynicie.
I tyś wczora styskował sam na kazalnicy
Na nierząd, a jam dzisia u ciebie-m w łożnicy        10
Nie zastał tej biblijej, chyba uzłocony
Czepiec: snadź upominek pewny cudzej żony.
Nie twoja rzecz, odpowie teolog, doktorze,
Wiedzieć, kto się zamyka z kapłany w komorze.
Umilkł medyk. A kapłan: Nauczę cię o tym        15
Czepcu, jako będziesz miał pleść przed ludźmi potym.



44.   O drugim teologu.

Zda mi się, że ten lepiej powiadał więc na się:
Próżna to (prawda prawdą) mam ja taką Kasię,
Żebych dla niej odstąpił kanoniej swojej,
Nakoniec konfesyej i kardynałowej.
Będziemy-li źle mówić i źle czynić k temu,        5
Będą się godzić nasze sprawy wszemu złemu.
Już ale prawdę mówmy, chocia źle działamy,
Tedy się między ludźmi nadobnie udamy.



45.   Do Jędrzeja.

Prosisz się, bych ci wiersze napisał na grobie,
Napiszę, jedno zdechnij, obiecuję tobie.



46.   O dłużnym.

Nie frymarczyłbych ja z tym na swobodę,
Choć to on wino pija, a ja wodę.
Bom sobie wolen, nikt mię nie frasuje,
Ani u sądu w roku nie pilnuje.
A tu acz widzisz ręce niezwiązane,        5
Lecz serce mysią i nazbyt spętane.



47.   Lutnia.

W lesie pókim duszę miała,
Nigdym się słyszeć nie dała: