Strona:PL May - Matuzalem.djvu/411

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wało się w drodze do miasta, do którego dążył. W jakim celu mandaryn upierał się przy tym temacie? Może miał jakiś racjonalny powód?
— Okręt ten — kontynuował tong-tszi, błyskając oczami. — jest najszybszym ze wszystkich, które znam. Jeśli wyjedzie o drugiej w nocy, będzie pojutrze przed południem na Pe-kiang, podczas gdy inne okręty przebywają tę przestrzeń co najmniej w dwa pełne dni..
Nie ulegało teraz wątpliwości, że tong-tszi zmierzał do jakiegoś określonego celu. Czy celem tym miała być oczekiwana zbawienna rada? Czy, będąc urzędnikiem, nie chciał jej może wyrazić bezpośrednio, przypuszczając, że goście domyślą się z półsłówek? Matuzalem myślał o tem i postanowił się upewnić.
— Czy taka dżonka wojenna przyjmuje prywatnych pasażerów?
— O ile są poleceni kapitanowi.
— A więc i cudzoziemców?
— Każdego, kto posiada odpowiednie polecenie. — Czy pisemne?
— Tak. Ale lepiej jest poprzedzić je ustnem. Zresztą, posiadacz takiego paszportu, jaki panu dałem, może się bez polecenia obejść. Paszport zaś wraz z poleceniem ustnem i piśmiennem pozwala rozporządzać się okrętem jak własnym.
— Sądzę, że kapitan nie dałby się tak łatwo sobą rozporządzać.

17