Strona:PL Maria Rodziewiczówna - Atma.djvu/093

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Dojeżdżał tam tylko co dzień, do biura, a zamieszkał w swym własnym folwarku, w którym dotychczas bywał tylko jako kontroler rządcy.
Właściwie nie znał tej ziemi. Kupił ją i traktował jako interes, zajmowały go dochody i rozchody tylko. Teraz urządził sobie na mieszkanie parę pokoi w opuszczonym dworze, osadził ogrodnika, zajął się parkanami i drzewami — chciał być u siebie. Nikt mu nie przeszkadzał, bo żona z teściową bawiły u wód, prezes był w Karlsbadzie, a Ignaś szukał kędyś po świecie bogatej dziedziczki.
W okolicy rozeszły się wieści, że Jaworscy się rozwodzą i że on, korzystając z nieobecności teścia, ściąga, co może, do własnego majątku, — ale tych plotek on nie słyszał, a ze znajomych nikt go o powód zmiany rezydencyi nie śmiał pytać.
Pewnego dnia, gdy wcześnie rano przyjechał konno do fabryki, i obejrzawszy robotę nowych budynków, wstąpił do biura, zastał tam nieznajomego młodego mężczyznę, który mu się przedstawił jako Józef Wojdak, kandydat na chemika.
W przeddzień właśnie umówiony na tę posadę przysłał mu list, że pozostał na dawnem miejscu, — więc Jaworski rozpoczął egzamin nowozgłaszającego się, obserwując go przytem uważnie.
Powierzchowność była sympatyczna. Złożył bardzo pochlebne świadectwa i rekomendacye, z odpowiedzi znać było, że fach swój dobrze posiadał, wymagania miał umiarkowane. Przypomniał sobie