Przejdź do zawartości

Strona:PL Maria Konopnicka - O krasnoludkach i o sierotce Marysi.djvu/204

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

i zbóż nie ma, a dziatki z góralskiej chaty uczy patrzeć w błękit, gdzie ma dom swój... Dobra i litościwa jest królowa Tatra!
 Umilkł chór, a echa pieśni jego opadały w doliny coraz ciszej, ciszej, jak szmery wód i jak szumy lasów.
 Słuchała Marysia, i duszka w niej odżyła, a oczy napełniły się wdzięcznemi łzami.
 Kiedyć tak dobra ta królowa jest, to i jej sieroty, nie opuści może...

 Podejdzie tedy bliżej, aż tu słyszy, jak jeden z orłów rzecze ludzkim głosem:
 — Idź śmiało, sieroto!
 Spojrzała Marysia w górę, ku orłu owemu i rzecze:
 — Jakże pójść mam po tak stromej, po tak kamienistej drodze?
 Na to orzeł:
 — Nie lękaj się, ja ci pióro ze skrzydła mego zrzucę, to ci lżej będzie.
 Zaszumiało pióro orle w powietrzu i u stóp Marysi spadło. Podjęła je sierota, do piersi przyciska, idzie lekko i żwawo, kamyków nie czuje, ziemi ledwie dotyka, w powietrzu prawie płynie.
 Przebyła stromą ścieżkę, u wrót zamku staje.

 — Jakżeż ja wejdę — mówi — kiedy tam śniegi, lody?