Przejdź do zawartości

Strona:PL Maria Konopnicka - O krasnoludkach i o sierotce Marysi.djvu/027

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

Duchem Stach! — chłopaków zwołać i z łopatą mi na niego! A ty, matka, nie płacz, jeno garnek z żarem szykuj! Szedłbym sam, ale że robota pilna!
 I zaraz się z progu do kuźni nawrócił, a dźwiękanie żelaza znów słyszeć się dało.
 Ale dwóch kowalczyków, porzuciwszy miechy, biegło przez wieś, wołając: Na lisa! Na lisa!
 Zaczem i baby pociągnęły ku chatom szykować wyprawę.
 A wtedy, baczny na wszystko Koszałek-Opałek znów umaczał pióro i wpisał w księgę te słowa:
 „Tatarowie ci mają nieustraszonego wodza i Chana nad sobą, który się zwie Lis Wielki, a ukrywają się w leśnych norach, skąd ich ludność miejscowa wykurza armatnim dymem.”


 Zaledwie jednak skończył to pisać uczony kronikarz, kiedy go doleciała okrutna wrzawa. Spojrzy, a tu wali przez wieś gromada bab, dzieci i wyrostków z łopatami, z kijami, z garnkami, a za gromadą, naszczekując, podążają w stronę lasu „Kruczki”, „Zaboje”, inne pokurcie, szczekając i ujadając srodze. Raz jeszcze tedy umaczał pióro Koszałek-Opałek, i taką uwagę w kronice swojej dopisał:

 „Na wojnę przeciw Tatarom nie chodzą w krainie tej chłopi, ale baby, dzieci i niedorosłe chłopaki; które