Przejdź do zawartości

Strona:PL Leroux - Dziwne przygody miłosne Rouletabilla.pdf/99

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

— Cóż to za gość?
— Zobaczysz sam, chodź już raz!
Zaintrygowany Włodzimierz, wsadził głowę w okno.
Jakiś człowiek ustawiał na ławkach dyliżansu talerze, kładł noże i widelce, słowem, sposobił wszystko do uczty. W kącie widniało nawet kilka butelek.
Naraz człowiek obrócił się.
— Pan Priski! — krzyknął Włodzimierz, a chleb wypadł mu z ręki, na widok tego kata ich wszystkich, z czasu pobytu w Karakule, czyli Czarnym Zamku, kiedy to dał im się tak okrutnie we znaki.
— Więc pan nie zginąłeś? — spytał wreszcie, podniósłszy chleb. — Przecież Candeur zabił pana! — dodał rozczarowany.
— Byłem pewny! — potwierdził Candeur.
— I ja także! — dodał pan Priski. — No, ale pan Candeur poprzestał na zabiciu mego jednego ucha. Coprawda, zobaczyłem wtedy, jak to mówią, sto tysięcy świeczek.
Majordomus z Karakule, miał głowę obandażowaną, ale nie pozbawiło go to wcale dobrego humoru.
— Miałem szczęście i panowie także, nie każdemu było danem wydobyć się z Czarnego Zamku! — gadał pan Priski z uśmiechem.