Strona:PL Leopold Blumental Sherlock Holmes w Warszawie.pdf/25

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


tować się będzie w kapeluszu z białem piórem… i uciekała przed damą z czerwonem…
— Ztąd zapewne zgadłeś, że pani Grzmotnicka będzie w hotelu „Regina“ w Paryżu w oznaczonym dniu… I z taką pewnością wysłałeś depeszę na jej nazwisko?
Holmes uśmiechnął się, dumny ze swego tryumfu.
— Wiesz, co mi posłużyło za najpewniejszą wskazówkę, gdym kombinował, kim mogła być owa dama?
— Nie domyślam się.
— Pośpiech Ludwika, gdy zamiast do Paryża, jechał z żoną do Krakowa… do Mamy!
— A!..
Kilka chwil śmieliśmy się serdecznie przypominając sobie ów „dziwny“ atak Ludwika w Krakowie, kiedy to nie wiadomo było, czy się śmieje, czy płacze.
Nagle uderzyłem się w czoło.
— Ach, zapomniałem ci zadać dwa najważniejsze pytania.
— Jakie to?
— Jakim sposobem odgadłeś, że pani Grzmotnicka nosi binokle.
— O, to proste! Pani Klotylda mruży oczy, jak osoby krótkowzroczne, choć uważałem, że sama nie jest krótkowzroczną; kiedy spłakana prosiła cię o szklankę wody, wskazała karafkę, stojącą bardzo daleko na kredensie. Ztąd wniosek, że owo mrużenie oczu jest tylko przyzwyczajeniem, nabytem po krótkowidzących rodzicach, ojcu i matce… Powiedziała, że ojciec nie miał krótkiego wzroku. Ergo — matka…
— Ale mógł być krótkowidzem dziadek… albo babka…
Holmes zmarszczył się.