Strona:PL Leopold Blumental Sherlock Holmes w Warszawie.pdf/23

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Co ci jest?..
— To pan Ludwik tak mocno mi dziękował… za odzyskanie teściowej.
Wyznaję, żem parsknął śmiechem, choć mi żal było Holmesa serdecznie. Przeszło pięć minut trząsł mnie taki śmiech, że Holmes z początku chmurny i zły na mnie, zapomniał o bólu, dał się porwać i śmiał się ze mną razem.
Kazaliśmy podać szampana i teraz Holmes musiał mi odpowiedzieć na cały szereg pytań, ściągających się do jego tryumfu.
— Jak zgadłeś, że to teściowa, a nie kochanka?
— Kochanka nie miaałby tyle cierpliwości. Tylko teściowa może tak prześladować zięcia po całej Europie!
— Każda?
— Nie!.. matka jedynaczki…
— W jaki sposób postawiłeś diagnozę choroby pana Ludwika?
— Ba!.. to nie tak trudno było… Choroba rozpoczęła się w dniu, kiedy teściowa zaproponowała swoje towarzystwo młodej parze w podróży poślubnej. Wtedy nastąpił pierwszy atak.
— A, prawda!
— I człowiek, który planował podróż poślubną do Włoch i Szwajcarji, znienawidził nagle oba te kraje.
— List nie wprowadził cię w błąd?
— Nie! odgadłem, że Wikcia prawdę mówiła. Pan Ludwik sam zniszczył list… dlatego sumienie go ruszyło i służącę starał się udobruchać. Skłamał z konieczności przed żoną.
— Cóż było w liście?
— Nie domyślasz się?
— Nie!
— Teściowa obiecała przyjechać.