Strona:PL L.M.Alcott - Małe kobietki.djvu/92

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   88   —


goniąc za nią okiem, a dziewczęta oniemiały na widok tego cudu.
Jeszcze byłoby większe ich zdumienie, gdyby zobaczyły, co Eliza potem robiła. Może nie zechcecie mi wierzyć, że zapukała do drzwi pracowni, nie dając sobie czasu do namysłu; a gdy chrapliwy głos odezwał się „proszę wejść“, poszła prosto ku panu Laurence, który się zdawał tem zmieszany, i rzekła drżącym głosem, wyciągnąwszy rączkę:
— Przyszłam podziękować panu za... — ale nie dokończyła, bo patrzył na nią tak przyjaźnie, że zapomniała mowy, i to tylko pamiętając, iż stracił ukochaną wnuczkę, objęła go rączkami za szyję i pocałowała.
Gdyby dach spadł nagle z domu, stary gentleman nie byłby bardziej zdumiony, ale mu się to podobało. O tak! dziwnie mu się to podobało! i tak był wzruszony i uradowany tym poufałym uściskiem, że cała szorstkość jego zniknęła. Wziął Elizę na kolana i oparł swój zwiędły policzek na jej różowej twarzyczce, doznając takiego uczucia, jakgdyby odzyskał wnuczkę.
Od tej chwili, przestała się go lękać i rozmawiała tak swobodnie, jakgdyby się znali całe życie — bo miłość usuwa bojaźń, a wdzięczność umie pokonać dumę. Odprowadził ją do bramy ich domu, uścisnął serdecznie za ręce, dotknął kapelusza i wrócił do siebie poważny, wyprostowany, jak przystało pięknemu niegdyś wojakowi.
Zobaczywszy to, Ludka zaczęła tańczyć wesoło, Amelka o mało nie wypadła z okna z zadziwienia, A Małgosia wykrzyknęła podnosząc ręce wgórę:
— To chyba koniec świata!