Strona:PL L.M.Alcott - Małe kobietki.djvu/238

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Roztropna Anna pozwoliła, by ulżyły uczuciom, dopiero zmiarkowawszy, że się atmosfera wyjaśnia, przyszła na pomoc z imbryczkiem kawy.
— Proszę pamiętać, drogie panienki, co mama powiedziała, i nie smucić się. Chodźcie wypić po filiżance kawy, a potem weźcie się do roboty, żeby być chlubą rodziny.
Kawa stanowiła dla nich rzadki przysmak, i Anna okazała wiele taktu, robiąc ją tego ranka. Nie mogły się oprzeć jej zaproszeniu i woni, wydobywającej się z dziobka od imbryczka. Przysunęły się do stołu, schowały chustki od nosa, a położyły przed sobą serwety, i w dziesięć minut przyszły zupełnie do siebie.
— Ufajcie i pracujcie! to jest nasze hasło; zobaczymy, która je najlepiej zapamięta. Ja pójdę do ciotki March, jak zwykle. Ach! będzież prawić morały, — rzekła Ludka i popijała wesoło kawę, odzyskawszy humor.
— A ja pójdę do moich Ringów, chociaż wolałabym mieć nadzór w domu, — odezwała się Małgosia, żałując, że ma tak zaczerwienione oczy.
— To niepotrzebne; możemy doskonale gospodarować we dwie z Elizą, — powiedziała Amelka bardzo serjo.
— Anna powie, co mamy robić, i wszystko zastaniecie w porządku, — dodała Eliza, biorąc zaraz szczotkę i szaflik do mycia talerzy.
— Zdaje mi się, że niepokój jest bardzo zajmującą rzeczą, — zauważyła Amelka, jedząc cukier z zamyśleniem.
Dziewczęta nie mogły się wstrzymać od śmiechu, i ulżyło im to, ale Małgosia wskazywała głową na panienkę, mogącą znaleść pociechę w słoju z cukrem.
Widok jabłek, smażonych w cieście, zupełnie otrzeź-