Strona:PL L.M.Alcott - Małe kobietki.djvu/164

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   160   —


zała się postać zawalana sadzami i mąką, spocona, rozczochrana — i spytała z przerażeniem:
— Czy chleb dosyć już wyrósł, gdy wybiega z niecki?
Salusia śmiać się zaczęła, Małgosia skinęła głową i podniosła brwi jaknajwyżej, skutkiem czego zjawisko znikło, i nie zwlekając dłużej, wstawiło chleb do pieca. Pani March zeszła nadół, zajrzała tu i owdzie, co słychać, i rzuciła słowo pociechy Elizie, szyjącej całun przy ukochanym nieboszczyku, położonym uroczyście w pudełko od domina. Dziwne uczucie osamotnienia ogarnęło dziewczęta, gdy jej szary kapelusz znikł za rogiem domu, i rozpacz je ogarnęła, kiedy w kilka minut potem nadeszła na obiad panna Crocker.
Była to osoba cienka i żółta jak pająk, miała spiczasty nos i ciekawe oczy, którym nic nie uszło. Przytem z zamiłowaniem roznosiła plotki. Dziewczęta jej nie lubiły, ale miały zaleconą grzeczność z powodu jej podeszłego wieku, ubóstwa i osamotnienia. Małgosia przysunęła fotel i starała się ją zabawić, a panna Crocker sypała pytania, ganiła wszystko i opowiadała historję o swych znajomościach.
Mowa ludzka nie zdoła oddać trosk i męczarni, jakie przeszła Ludka owego ranka. Obiad jej był powodem do bezustannych żarcików. Wstydząc się już zasięgać rady, wywiązywała się sama jak mogła najlepiej ze swego zadania, lecz się okazało, że na kucharkę trzeba czegoś więcej, jak energji i dobrej woli. Szparagi gotowała całą godzinę i martwiła się, że chociaż główki są miękkie, reszta coraz twardsza. Chleb się przypalił, bo wszystko porzuciła dla przyprawienia sałaty, która się tak nie udała, że nie można jej było podać na stół. Rak przedstawił jej się jak szkarłatna tajemnica, więc póty weń stukała, póki nie wyszedł ze skorupy; wówczas chude jego członki ukryła w gaju