Strona:PL L.M.Alcott - Małe kobietki.djvu/144

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   140   —


Nie chce bowiem przez wstrząśnienie
Zepsuć pięknej koafiury.

Wszyscy nieraz, chwilkę miłą
Tu spędzamy wśród zabawy,
Udeptując wspólną siłą
Kamienistą ścieżkę sławy.

Jeśli zawód nas spotyka,
Lżej go znosić z przyjacioły,
Niech więc żyje klub Pickwicka
Pożyteczny i wesoły!


ŚLUB W MASKACH.
Powieść wenecka.

Jedna gondola po drugiej przypływały pod marmurowe schody, zostawiając tam swe lube ciężary, które pomnażały błyszczące tłumy gości hrabiego de Adelon. Królowie i damy, karły i paziowie, mnichy i kwiaciarki, — wszyscy wesoło pląsali. Słodkie głosy i dźwięczne melodje napełniały powietrze; maskarada zaczęła się więc od wesołości i muzyki.
— Czy Wasza Wysokość widziała dziś lady Violę? — zapytał grzeczny trubadur, prowadząc przez salę piękną królowę wspartą na jego ramieniu.
— Widziałam; czy nie ładna mimo smutku? Ubrała się odpowiednio do swego usposobienia, bo za tydzień poślubi hrabiego Antonia, którego nienawidzi z całego serca.
— Klnę się życiem, że mu zazdroszczę. Oto nadchodzi