Strona:PL L.M.Alcott - Małe kobietki.djvu/137

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

czątku mimowoli słyszałam co mówią, a potem z gniewu i wstydu zapomniałam, że mi wypada odejść.
— Poczekaj, niechno ja zobaczę Anusię Moffat, to ci pokażę jak się załatwia podobne sprawy. A więc mamy „plany“, i sprzyjamy Arturowi dlatego, że bogaty, i że kiedyś się może z nami ożenić. To się uśmieje, gdy mu opowiem co te niedorzeczne istoty prawią o nas, biednych dzieciach.
— Nigdy ci nie wybaczę, jeżeli powtórzysz to Arturowi! Prawda mamo, że nie powinna powiedzieć? — zapytała strwożona Małgosia.
— Nie powtarzajcie nikomu tych bredni, i zapomnijcie o nich jak najprędzej, — rzekła pani March z powagą. Byłam bardzo nierozsądna, puszczając cię między tak mało znanych mi ludzi; może są uczciwi, ale zbyt światowi, źle wychowani, i mają niskie wyobrażenie o młodzieży. Niewypowiedzianie mię to martwi, że ci te odwiedziny mogły wyrządzić taką krzywdę, Małgosiu.
— Nie martw się mamo, bo się nie dam tem skrzywdzić; zapomnę o złem, a zapamiętam samo dobre. Doskonale się zabawiłam, i wdzięczna jestem, żeś mi pozwoliła jechać. Nie uczyni mię ta wycieczka sentymentalną i niezadowoloną; wiem, że jeszcze niedorzeczne dziecko ze mnie, będę się ciebie trzymać póki się nie nauczę nad sobą czuwać. Muszę jednak przyznać, że jest miło być chwaloną, podziwianą, i że mi to wielką przyjemność sprawiało, — rzekła Małgosia zawstydzona tem wyznaniem.
— To jest naturalne i nienaganne, jeżeli się upodobanie nie staje namiętnością i nie prowadzi do niedorzecznych lub niewłaściwych dla panienki postępków. Naucz się odróżniać i oceniać pochwałę, o którą warto się