Strona:PL Krzysztof Kamil Baczyński - Wesele poety.djvu/09

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


a nad nimi ptaki ciche wieją
jak w milczeniu zamknięte nadzieją.

O witajcie! kapele cykad
grzmią w powietrzu kując kopuły,
noc w girlandy ustrojona dzwoni,
a na przedzie wśród zielonych koni
widzę dzban niosącego Wodnika.
Za nim smoki purpurowe suną,
na nich ludzie, którym Pismo mówi,
Kiedy tysiączne ominiesz zaklęcie
na okrutnym smoku jeździć będziesz.

Powitanie.

Gdzie on? wszyscy pytają i dzwonią
w złote jabłka pod kwitnącą jabłonią.

Gdzie on? w trawy naprężonej lutnie
uderzają zdziwieni i smutni.

Gdzie on? wszyscy ręce w zdumieniu
wznieśli nagle nad otwartą ziemią:

Ni w kolebce tam siedział, ni w grobie
ni to dziecko, ni elf, ni człowiek.
a rączkami uderzał w grzechotkę,
w której zwolna z lękiem rozpoznali
czarnych niebios swiecącą emalję,
na niej morza się łoskot przewalał
i zmarszczonych lądów biała fala

A on siedział i do siebie gwarzył
do narcyza podobny z twarzy.
Nad nim panna. Ach tej nie wypowiem
coś jak liści szum i fali ciało
i jak życie niezamknięte w słowie

więc gdy wszystko nagle zawołało:
Gzie on? — rzekła ręce splatając miłośnie
"jeszcze mały" Zawołali: "Cóż się stało?"
"nic, do nocy, do wesela — urośnie!"