Strona:PL Krzysztof Kamil Baczyński - W żalu najczystszym.djvu/17

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Rapsod o klęsce.

Mija godzina, która nie na tarczy.
Ciało zmienia się w popiół, a wzrok w ołów.
Łez na powstanie z martwych nie starczy: —
poznanie — koło.

To tylko ziemia gaśnie — kula pusta,
na której Bóg rozdzielony tysiącem szatanów chodzi —
— tysiącem ludzi. Zieją kamienne lustra,
barwa nie rodzi.

To z wysokości, czy z grobu widziana
urna spełnienia jest wzgórzem skorup.
O drzewo! drzewo! czyś tylko trumną
pod ruchów korą?

Tak się w pogardzie odosobniony
przestaje czuwać w śnie i godzinie.
Jeszcze ton przejdzie — nie będąc tonem —
przechodząc — minie.

Jeszcze łodygi zielone co w tobie
jak kolumnady pułapu rosły
są u zsiniałych mórz po potopie
strzaskanym wiosłem.

Jeszcze łzy schodząc staną się gromem
co serc naczyniom grającym tobie
rozbiją obraz. Nigdy zielone,
nigdy na grobie.

I nad żyjącym żadna przyczyna
i żaden koniec. Popiół i droga,
bo głosy klątwy w pogardzie wszczęte
nie głosem Boga.

O drzewo! drzewo! Mija godzina,
a czas jej wiekiem.
Drzewo przeklęte w nieznanych winach
jakżeś człowiekiem?



Krzysztof Kamil Baczyński - W żalu najczystszym page0017.png