Strona:PL Krzak dzikiej róży (Jan Kasprowicz).djvu/221

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


V.


Śmiejesz się do mnie, czy śmiejesz się ze mnie?...
Na ustach twoich uśmiech tajemniczy
nad przepaściste prowadzi nas ciemnie,
gdzie siwy starzec ziarnka piasku liczy...

Jest-li lęk taki w niedostępnej dziczy,
w którą się słońce przedziera daremnie,
jaki ma śmiech twój, skażon czy dziewiczy –
śmiech twoich oczu? — ja nie wiem...

Na Lemnie
czy na Golgocie — tam, gdzie ludzie żyli
i tam, gdzie marli, niema takiej chwili,
iżbym nie pragnął sięgać ku zasłonie

Z Sais, a zawsze, w mroku czy przeźroczu
mych dni doczesnych, muszę cofać dłonie,
o Mono Lizo, przed śmiechem twych oczu...


PL Krzak dzikiej róży (Jan Kasprowicz) s 14.png