Strona:PL Krzak dzikiej róży (Jan Kasprowicz).djvu/159

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Od końca do końca
Wypełniający przestworza,
Śpi ciemny bór...
Śpi niby mgławy cień
Tej dziwnej Śmierci, co w przepastne głębie,
W wielkich tajemnic morza,
Każe się nurzać ludzkiemu duchowi:
A ten w nich przestrach łowi
Lub ukojenie...
Jak śmierci mgławy cień,
Tak się na skalnym zrębie,
Na stokach gór,
Położył bór
I śpi.
Wczoraj w te jego cienie
Wtargnęły hordy burz:
Szalał błyskawic nóż,
Cięły topory gromów,
Z trzaskiem padały pnie
W strącony wichrem piarg,
W kamienny potok złomów...
Dziś jeszcze gdzieś tam schnie
Ostatnia kropla łez,
Któremi płakał bór,
Dziś ledwie gdzieś śród gór
Znalazły cichy kres
Echa tych głośnych skarg,