Strona:PL Krzak dzikiej róży (Jan Kasprowicz).djvu/043

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Na jeziorze Czterech Kantonów.


I.


Rozbłękitnioną płyniemy topielą...
Na jej zwierciadło snać się niebo zwali,
Ciężkie od blasków, co się po niem ścielą,
Lejąc szmaragdy wskroś stopionej stali.

Naokół góry, naodziane zielą
Marzących świerków, kąpią szczyty w fali;
Czasami śnieżne kopy się zabielą,
Lub zaczernieją granity w oddali.

Wietrzyk zawiewa i wraz z szumem wody
Duszę sennemi melodjami pieści,
W żar jej piekący słodkie niosąc chłody.

I głębia, pełna tajemniczych wieści,
Ciągnie ją k’sobie na nieznane gody —
Precz od trosk ludzkich, od ludzkiej boleści.