Przejdź do zawartości

Strona:PL Kraszewski - Wybór Pism Tom VII.djvu/424

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

baczysz, jak się to misternie skończy. Jużeśmy się, choć z forsą, pocałowali, teraz zgoda!... Z całym dworem jedziemy na śniadańko do Dyplowicza, on mnie musi przyjąć... tylko... chwileczkę jeszcze...

CHORĄŻY.

Ja nic nie rozumiem...

KSIĄŻĘ.

E! ja to sobie tak plotę. (na stronie.) Musieli się przecież uwinąć? (głośno.) Panie Chorąży, miałbym jeszcze do was prośbeczkę. W swoim domu nic się nikomu nie odmawia.

CHORĄŻY.

Jeźli w mojéj mocy.

KSIĄŻĘ.

W twojéj, panie kochanku... ale daj mi słowo honoru, że to uczynisz?

CHORĄŻY.

Uczynię, jeśli w mojéj mocy.

KSIĄŻĘ.

W twojéj mocy, panie kochanku, nie gniewać się i pobłogosławić...

CHORĄŻY.

Pobłogosławić, kogo?

KSIĄŻĘ.

Bo to, widzisz, ja ci figla spłatałem, panie kochanku... przyjechał ze mną ksiądz, poczciwy mój Wyhowski i pannie Barbarze ślub dał ze Szczuką.

CHORĄŻY.

Gdzie? jak? na miłość bożą!

(chce biedz, książę go wstrzymuje).
KSIĄŻĘ.

To darmo! już się stało! Wzięli ślub naprzeciwko, gdym ja tu pana Chorążego durzył... panie kochanku. (ściska go.) Nie gniewaj się... Szczuka dobry człek i karmazyn.. Jesteśmy z nim w koligacyi a bardzo majętny, kto wié, czy nie majętniejszy ode mnie, bo ja wiecznie goły jestem i grosza przy duszy nie mam.

CHORĄŻY.

Ale moja córka, Mości Książę...