Strona:PL Kraszewski - Starościna Bełzka.djvu/248

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


jąc się, żeby tu jakiéj sztuki nie spłatała, ale przez subordynowane osoby mocno jest obligowana, ażeby jak najprędzéj wracała. My zaś tu starać się będziemy, aby mogła pozostać, albo prędzéj do nas wrócić, bo z nią podobno i starosta bełzki ma pojechać do Warszawy, ale na bardzo krótki czas. Kasztelanowa zapewnia, że mają bardzo nadzieję odmiany naszéj sytuacyi; tymczasem pragnie, aby cały dom jéj (Potoccy) siedział cicho przez tę konjunkturę, lubo z Warszawy (od króla) mocno będą ciągnąć.“
Daléj jeszcze tak o niéj pisze:
„Kasztelanowa kamińska zawsze ma u siebie codzień pełne pokoje, stoi w pałacu ks. wojewodziny bracławskiéj (Stanisławowéj Lubomirskiéj, téj właśnie, któréj listy przywodzimy tu często). Starosta bełzki jest także we Lwowie.“
Pani Kossakowska snadź pierwszemi jego krokami w świecie chcąc kierować, wzięła go z sobą do Lwowa, i potém, acz na krótko, do Warszawy pociągnąć postanowiła, wcześnie pojąc tą nienawiścią ku partyi królewskiéj, którą sama oddychała.
Tu raz pierwszy od tragicznych wypadków w Nowosiołkach, które ich rozdzieliły, starosta bełzki spotkał się z kasztelanem santockim. Ojciec Gertrudy pierwszy zrobił krok ku niemu. Czulszeby może było powitanie, szczersza rozmowa, gdyby już sławny imienia Potockich ciężar nie spadł na ramiona Szczęsnego, któremu szło o to imię i o pamięć ojcowską. Z pół godziny konferowali z sobą.
„Ale podobno — dodaje nasz korrespondent — obydwa nie wiedzą, co się z damą dzieje lub stało.”
Niestety! wiedzieli już oba, ale milczeć musieli i oba się taić: Komorowski, że mu z tém do czasu