Strona:PL Kraszewski - Starościna Bełzka.djvu/12

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Zresztą w osądzeniu téj sprawy staraliśmy się być sędzią bezstronnym, niepobłażającym nikomu, nie szliśmy całkiem za opinią opartą na legendach, ale usiłowaliśmy dobadać się prawdy i okazać rzecz w istocie jak była. Niestety! od Maryi jak daleko do Gertrudy, od owego wojewody do Franciszka Salowego, od miecznika do kasztelana santockiego, od Wacława do bełzkiego starosty! — jak różną jest prawda poety od prawdy rzeczywistości! Smutny to obraz, tęskna także Malczewskiego powieść, i w obu jest poezya, ale jak odmienna, jak inna — jak lepszy i piękniejszy wyśniony świat poety!
Niemniéj trudno się było wyrzec odsłonienia uroczéj mgły, przez którą dotąd patrzaliśmy na ten wypadek, tak dziwnie przypadający w dziejach naszych, wśród rozruchów konfederacyi i pierwszego podziału, że go ważniejsze współczesne zaprzątnienia wprędce przed oczyma ludzkiemi zakryły. Dziś też zimniéj i bezstronniéj możemy osądzić winy wszystkich, co udział mieli w tym brudnym i ohydnym dramacie: płochość Szczęsnego Potockiego, barbarzyńską surowość jego ojca, dziwactwo matki, zabiegliwość Komorowskich, przedajność sędziów i niepewność obrońców, łakomstwo tych, co się tknęli w jakikolwiek sposób tego drażliwego interesu, który miliony kosztował i prawdy nie odsłonił. Dziś może dopiero, po upływie lat kilkudziesięciu, proces ten wyrokiem wnuków się zakończy, i nad mogiłami oprawców i ofiary westchnie przechodzień, litując się tylko nad nimi.
D. 19 grudnia 1856.
Żytomierz.