Strona:PL Kraszewski - Powieści szlacheckie.djvu/91

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

— Nie, panie stolniku, i miałem ci właśnie mówić o moich projektach, gdy mnie tak niespodzianie napadłeś...
Insperate et a tergo! — dodał stolnik, śmiejąc się, ale jeszcze nie ze wszystkiém uspokojony.
Tadeusz tak mówił daléj:
— Część dnia spędzam z ojcem Ksawerym na naukowych zatrudnieniach.
— I to nic-potém szlachcicowi, wszakci do zakonu nie wstąpisz i bakałarzem nie zostaniesz?
— Tak, ale łacina potrzebna zawsze.
— A! łacina to co innego! ja sam język ten po naszym primo loco kładę i nie chwaląc się, posiadam go expedite.
Tadeusz bardzo nieznacznie się uśmiechnął i ciągnął znowu:
— Resztę dnia w téjże kamienicy na górze zajmuję się nauką prawa.
— Nauką prawa! Cóż to, chcesz do palestry wstąpić? A i to ślicznieby było!
— Nie, panie stolniku; ale któremuż szlachcicowi nie potrzebna prawa znajomość?
— To prawda! ale waści to nie pilno, bo o cóż u licha prawować się będziesz?
— A! chociażby o Siekierzynek?
— O Siekierzynek! — Stolnik się zastanowił. — Ba! sprawa ciężka! nil desperandum, tytułu dziedzictwa nie mają. Byłeś małoletnim, przedawnienie nie zaszło. Ale czémże wykupić?
— Kto wié? późniéj! ożenienie, spadek! los! wszystko w ręku bożym, panie stolniku!
To mówiąc spuścił oczy trochę zmieszany i zamilkł. Pan Kornikowski trutynując, co słyszał, milczał także i łysinę gładził, spojrzał na młodego człowieka, potém na swój srebrny zegarek.
— Ale to północ, panie Tadeuszu — rzekł — czas nam spać; ja jutro przez ranek jeszcze zabawię, ku południowi ruszę do domu, spodziewam się, że ranek ze mną przepędzisz.
— Ja? może być... nie wiem... wprawdzie kazano mi być na konferencyi bardzo rano, ale...
— Jużciż możesz mi kilka godzin darować...
Z tém się rozeszli, ale jak świt wybiegł ze dworku Siekierzyński i w pół godziny powrócił nazad, tak, że nim stolnik ubrał się, wymodlił i piwo grzane wypił, już był u niego. W nocy Kornikowski długo dumał, co na twarzy jego znać było, zdawał się zachmurzony, ale o nic już nie pytał; pociągnął z sobą w miasto Tadeusza pod pozorem sprawuneczków do domu i mimo, że ten go od ratusza